Termostat prawa przyciągania

podstawy, działanie, doświadczenia, sukcesy

Termostat prawa przyciągania

Postprzez Born1975 » 18 lip 2019, o 22:12

Czy zastanawiałeś/aś się kiedyś jak to jest, że niektóre osoby wiodą szczęśliwe życie, że wszystko im się udaje, że mają dobre zdrowie, udany związek i dochody na odpowiednim poziomie? Mało tego, zdaje się przychodzić im to bez większego
trudu. Te osoby świadomie lub nie, zoptymalizowały coś co nazwałem termostatem prawa przyciągania.

Czym jest termostat większość pewnie wie. Dla tych co nie wiedzą jest to urządzenie mające na celu utrzymanie zadanej temperatury zazwyczaj poprzez aktywne działanie. Termostat pp jest natomiast "sposobem bycia". O ile zadaniem zwykłego termostatu jest utrzymanie w stanie optymalnym tylko jednego parametru, to w przypadku termostatu pp tych parametrów jest więcej. W tym poście opiszę 5 parametrów termostatu pp plus jeden dodatkowy.

Jakie to więc są parametry?
-myśli
-przekonania
-nawyki
-emocje
-czyny.

Dodatkowy parametr jest jak mamy coś do przepracowania. To może być jakaś trauma, fobia czy coś podobnego.

Niektórzy mogą powiedzieć, że parametrem są też słowa, ale słowa to wyartykułowane myśli, więc nie będziemy się na nich skupiać.

Aby mieć takie życie jakie chcemy musimy zoptymalizwać te 5 parametrów i ewentualnie w razie potrzeby dodatkowy szósty. Te parametry oddziaływują na siebie nawzajem we wszystkich możliwych kombinacjach. A jeśli tak, to optymalizcja jednego z nich wpłynie na pozostałe. Ale to, że wpłynie na pozostałe to za mało by odnieść pożądany efekt. Musimy zoptymalizować wszystkie.

Zacznijmy od myśli. Pewnie nieraz slyszałeś/aś by myśleć pozytywnie. Ale co to znaczy myśleć pozytywnie? Musimy to sobie zdefiniować. Bo czy jak ktoś pali paczkę fajek dziennie i myśli, że mu to nie szkodzi, to czy faktycznie tak jest? Wszyscy wiemy, że palenie szkodzi i żadne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Osoba myśląca, że palenie nie szkodzi prawdopodobnie będzie się czuć lepiej, od takiej co pali i myśli, że palenie szkodzi, ale nie zmienia to faktu że toksyny zawarte w papierosach będą na nią negatywnie oddziaływać. Takie pozytywne myślenie, to okłamywanie siebie. Teraz inny przykład. Jest ktoś, kto chce załozyć własną firmę. Ta osoba myśli, że wszystko pójdzie jak z płatka. Czy to jest pozytywne myślenie? Nie, to jest po prostu zwykła ignorancja. Tak, tak pozytywne myślenie często bywa mylone z ignorancją. Więc jak powwinna myśleć osoba chcąca założyć własną firmę, by jej myślenie można było uznać za pozytywne. Powinna sobie zdać sprawę, że może ją spotkac masa wyzwań, którym będzie musiała sprostać. Powinna wiedzieć, że nie wszystko się uda, a nawet, że masa rzeczy wcale się nie uda. Powinna się liczyć z tym, że jej bliscy mogą być przeciwni. I tak mogę wymieniać jeszcze długo. Ale mimo tego wszystkiego powinna myśleć, że po prostu to zrobi, że jeśli będzie trzeba to przejdzie przez piekło i osiągnie swój cel. Tak powinna myśleć. Ale to jeszcze nie wszystko. To nie jest pełna definicja pozytywnego myślenia. Bo myślenie powinno być korzystne i właściwe. Nie zawsze coś co jest korzystne będzie właściwe. Bo jak cos komuś ukradniesz to może to być dla ciebie korzystne. Być może nie poniesiesz za to żadnej kary, bo nikt się nigdy nie dowie, że to ty. Ale nie będzie to właściwe. Pisząc "właściwe" mam na myśli różne aspekty tego słowa, w tym również aspekt etyczny. Tak więc pozytywne myślenie, to nie jest hurra optymizm. To nie jest też ignorancja. Pozytywne myślenie, to myślenie w sposób korzystny i właściwy. Zgodnie z tą definicją ktoś kto chce założyć swoją firmę musi być przewidujący i przygotowany do tego co może pójść nie tak i mimo to realizować swój cel. To jest sposób w jaki powinien myśleć. I tak myślę ja sam, bo w planach mam otwarcie własnego biznesu, co planuję w okolicach wrzesień-pazdziernik tego roku. Na chwilę obecną zdobywam potrzebną mi wiedzę i przygotowuję się do prowadzenia własnej firmy. Jak widzisz, nie czynię tego na hip hip hurra, tylko daję sobie niezbędny czas, by wszystko dopiąć na tyle na ile się da, zanim otworzę działalność. A stojących wyzwań jest prze de mną jeszcze sporo. Ale dobra koiec o mnie, chciałem tylko podać autentyczny przykład tego co to jest pozytywne myślenie.

Teraz przekonania. Co to jest przekonanie? Definicja z wikipedii: "Przekonanie – w logice: X jest przekonany, że p dokładnie wtedy, gdy X uznaje treść zdania stwierdzającego to, że p za prawdziwą lub co najmniej wysoce prawdopodobną". A tłumacząc na chłopski rozum, jest to uznanie czegoś za prawdę lub za coś prawdopodobnego. Nie ma czegoś takiego jak pozytywne i negatywne przekonania. Są tylko korzystne i niekorzystne, właściwe i niewłaściwe. To samo przekonanie dla jednej osoby będzie korzystne a dla drugiej niekorzystne. Odwołam się do przykładu, który juz podawałem na forum. Są dwie
kobiety. Jedna ma lat 25, a druga 40. Obie mają przekonanie, że do 30 roku życia powinno się wyjść za mąż i urodzić pierwsze dziecko. Ta 25 latka jest po ślubie i spodziewa się dziecka. 40 latka jest samotną bezdzietną panną. W przypadku tej pierwszej jej przekonanie sprawia, że czuje się szczęśliwa. W przypadku tej drugiej to samo przekonanie sprawia, że czuje sie nieszczęśliwa. Jak pisalem wcześniej wszystkie czynniki oddziałują na siebie nawzajem. Przekonania wynikają więc z naszego sposobu myślenia i dlatego mogą one tak samo jak myśli być właściwe lub niewłaściwe. Przekonanie, że mogę kraść i nikt mnie nigdy nie złapie być może jest pozytywne, ale na pewno nie jest właściwe. Zastanów sie nad własnymi przekonaniami, czy są one dla ciebie korzystne i czy są właściwe.

Czym jest nawyk chyba każdy wie, więc odpuszczę sobie podawanie definicji. Wszystkie nawyki są nabyte. A jeśli są nabyte to możemy się też pozbyć tych niechcianych. Możemy też oczywiście wykształcić sobie zupełnie nowe nawyki. Niektóre nawyki nazywamy nałogami. Nałogi ze swej natury są niekorzystne i dobrze jest się ich pozbyć. Nawyków podobnie jak myśli i przekonań nie powinniśmy rozpatrywać w kategorii pozytywny/negatywny tylko w kategorii korzystny/niekorzystny. Dla wielu z nas wstawanie o piątej rano może być korzystnym nawykiem, ale dla DJ-a, który gra na imprezie do 4 rano wstawanie o 5 będzie zabójcze. Nawyki bardzo mocno wpływają na osiąganie sukcesu na polu finansowym, choć niewiele osób jest tego świadoma. Wielu bogatych ludzi ma nawyk czytania książek przez minimum pół godziny dziennie. Uważam, że czytanie dla niemal wszystkich będzie nawykiem korzystnym (mogą być wyjątki od tej reguły, ale będą nieliczne). Prześledź swoje nawyki i sprawdź czy są dla ciebie korzystne. Jesli nie, to się ich pozbądź. Wytwórz sobie nowe korzystne nawyki.

Na temat emocji na forum napisano już bardzo dużo. Chcemy odczuwać emeocje pozytywne a unikamy tych negatywnych. No i błąd. Emocje nie są pozytywne i negatywne tylko tak jak opisywane wcześniej parametry korzystne lub niekorzystne. I to może budzić twój sprzeciw. No bo jak to może być, że emocja która jest określana jako pozytywna może być niekorzystna? Przecież chyba o to chodzi, by czuć się dobrze. Owszem chcesz się czuć dobrze i ja też chcę. A teraz wyobraź sobie taką sytuację, że idziesz do centrum handlowego, a tam jakaś miła osoba płci przeciwnej do twojej pracuje jako.. i tu mam dylemat, kobiete nazwę hostessą, ale nie wiem jak nazwać mężczyznę, więc na poczet tego posta nazwę go po prostu sprzedawcą. Ta osoba promuje jakiś produkt. I robi to w taki sposób, ze czujesz się bardzo dobrze. Czujesz pozytywne emocje. I pod wpływem tych emocji kupujesz ten produkt. Ale jak przychodzisz do domu to czar pryska, a ty stwierdzasz, że wydałeś/aś kilka stówek na coś co jest ci niepotrzebne. Emocje które czułeś/aś w momencie zakupu można określić jako pozytywne, ale czy można je określić jako korzystne? Chyba jednak nie. W taki sposób bardzo często kupujemy coś czego nie potrzebujemy. Zresztą nie musi być żadnej hostessy, dla hipermarketów pracuje sztab psychologów by sprawić byśmy czuli pozytywne emocje i co za tym idzie kupili jak najwięcej. Odwrotnym przykładem może być strach. Często ludzie myślą, że strach jest negatywny, a tymczasem zdarza się, że strach ratuje nam życie. Więc przedefiniuj swoje emocje na takie jakie chcesz żeby były.

No i w końcu czyny. Czyny są czynnikiem scalającym. Bez przejścia do działania nic nie osiągniemy. Ale jeśli zoptymalizujemy 4 wcześniejsze parametry, to możemy nawet nie zauważyć przejścia do działania. Po prostu będzie to dla nas czymś zupełnie naturalnym. Czyny same w sobie również wpływają na pozostałe aspekty. Jesli psychicznie czujemy się źle, to zazwyczaj zaczynamy sie garbić, przyjmujemy jakiś dziwny grymas na twarzy itp. Wystarczy się wyprostować zacisnąć pięści, uśmiechnąć i powiedzieć "dam radę". W tym momencie poczujemy się ciut lepiej. Nie będzie to nie wiadomo co, ale zawsze coś. Chcę tylko pokazać, jak nasza fizjologia wpływa na nasze samopoczucie, bo jest to temat pomijany.

Jeśli masz jakąś fobię czy traumę, to może ci być ciężko. Będziesz sam/a siebie sabotować. W takim przypadku zalecam by wpierw pozbyć się tego problemu. Nie oznacza to, że nie masz pracować nad pozostałymi parametrami, po prostu pozbycie się problemu powinno być priorytetem. Warto skorzystać z usług fachowca (mało ich w Poslce ale są). Możesz iść do psychologa, ale 90% psychologów wybrało ten kierunek studiów, bo sami mieli ze sobą problem. Więc zanim się udasz do kogokolwiek to w miarę możliwości postaraj się sprawdzić jakie efekty osiągają podopieczni tej osoby.


Możesz zapytać co to wszystko ma wspólnego z pp. Ma bardzo dużo. Jeśli prześledzisz życie osób, które osiagają efekty jakie chcą, to zawsze mają odpowiednio ustawione parametry termostatu pp. Jeśli nie mają zoptymalizowanych wszystkich parametrów, to osiągają sukces tylko w pewnych aspektach życia. Są osoby bardzo bogate, ale nie potrafiące zbudować związku. Są osoby z dobrym związkiem, ale ich zdrowie szwankuje itp. Dopiero optymalizacja wszystkich parametrów pozwoli ci wieść życie o wysokim standardzie. Ale uwaga, nie nastawiaj się, że będzie idealnie. To jest bardzo subiektywne więc może być idealnie, ale nie musi. Lepiej się na to nie nastawiać, bo jak sobie zdefiniujesz co znaczy idealnie, a zabraknie jakiejś błahostki, to niepotrzebnie będziesz czuć frustrację, czy inną emocje, której lepiej byłoby nie odczuwać. A jak nie zdefiniujesz, ale twój umysł przyjmie, że twoje życie ma wysoki standard, to bardzo prawdopodobne, że uznasz je za idealne.

Reasumując to co dotychczas napisałem. Optymalizacja to nic innego jak ustawienie wszystkich parametrów w taki sposób by były one właściwe i spójne ze sobą. Jeśli zabraknie spójności to efekty mogą być, ale zawsze coś jednak będzie nie tak jak chcesz.

Poniżej kilka istotnych kwestii.

Opiszę teraz przykład, byś lepiej zrozumiał/a do czego służy optymalizacja. Już o tym wcześniej pisałem na forum, więc być może go znasz. Jest dwóch mężczyzn w wieku 30 lat. Obaj chcą przyciągnąć do swojego życia kobietę swoich marzeń. Pierwszy z nich prowadzi własny biznes, ma piękne mieszkanie, jest osobą bardzo życzliwą i towarzyską. Chętnie pomaga innym w ich problemach. Uprawia dużo sportu, więc jego ciało jest pięknie wyrzeźbione. Zawsze jest czysto i schludnie ubrany oraz wyperfumowany. Drugi to jego przeciwieństwo. Nie ma żadnej pracy, mieszka z rodzicami, nigdzie nie wychodzi. Jest chamowatym prostakiem. Czas spędza na piciu piwa przed telewizorem. Nie dba o swój ubiór, myje się bardzo rzadko. Jak myślisz, który z nich wcześniej przyciągnie do siebie kobietę swoich marzeń? Ten pierwszy prawdopodobnie będzie mógł przebierać wśród dostępnych kobiet, ten drugi nawet na cud nie może liczyć. Ten pierwszy po prostu świadomie lub nie zoptymalizował wszystkie parametry termostatu pp.

W pp często się mówi, żeby wejść na wysokie wibracje. I temu słuzy optymalizacja. Ale uwaga. Nie zawsze jesteśmy w stanie działać na najwyższych obrotach. Każdemu zdarza sie słabszy dzień. Po prostu tak jest i jest to naturalne. Jednak optymalizując nasze wibracje będą i tak wyższe podczas takiego gorszego dnia, niż gdybyśmy tego nie robili.

Kwestia niebieskiego piórka. Osobom początkującym poleca się by przyciągnęły niebieskie piórko. Chcesz je przyciągnąć? To idź na łąkę, na pole albo do ZOO. Wtedy szanse rosną-statystyka zrobi swoje. Osobiście przyciąganie niebieskiego piórka uważam za stratę czasu. Bo po co mi niebieskie piórko? Do niczego go nie potrzebuję. Więc zamiast tracić czas i energię na coś co nie ma sensu, lepiej skupić sie na czymś, na czym faktycznie mi zależy. Możesz uważać inaczej niż ja. I ok, to jest w porządku. Chcę tylko zwrócić twoją uwagę na bardzo istotną rzecz. Jeśli chcesz nabyć masy mięśniowej, to chodząc dziennie biegać być może tych mięśni troche ci przybędzie, ale lepszym pomysłem będzie chodzenie na siłownię. Skupianie się dokładnie na tym czego chcesz zawsze da najlepsze i najszybsze efekty.

Nie wszystko możesz przyciągnąć nawet jeśli zrobisz 100% optymalizację. Ale nie oznacza to, że nie możesz tego mieć. Z prawem przyciągania są powiązane dwa inne prawa, o których się zazwyczaj nie mówi. To prawo kreacji i prawo przepracowania (trochę głupia nazwa, może ktoś wymyśli lepszą). Możesz chcieć mieć dom w jakimś określonym miejscu, ale ten dom fizycznie jeszcze nie istnieje. Więc musisz zastosować prawo kreacji. Oczywiście optymalizacja ci w tym pomoże. W teorii to jest tak, że przyciągamy coś co fizycznie istnieje, a jeśli nie istnieje to musimy to wykreować. Praktycznie jest to to samo,
ale nasz umysł może nie być gotowy na przyciągnięcie czegoś co fizycznie nie istnieje. Tak więc nazwa prawo kreacji odnosi sie do rozumowania naszej podświadomości, a dla niej choć jest to szczegół, może to być bardzo istotne. Trochę inaczej jest z prawem przepracowania. Jesli jakiś 15 latek chce przyciągnąć maturę, to musi przepracować odpowiedni materiał. Nie twierdzę, że musi czekać 4 lata aż będzie w ostatniej klasie liceum, tylko twierdzę że musi przepracować materiał, a czy zajmie mu to te 4 lata, czy mniej lub więcej to już inna sprawa. Są na świecie genialne dzieci, które w wieku kilkunastu lat zaczynają studia, ale i tak musiały przepracować materiał. I tak jest zawsze w życiu. Potrzebujemy czasu i włożonej pracy (optymalizacja piątego parametru sie kłania).

Teraz pewnie mnie zapytasz od czego zacząć. Na forum jest bardzo dużo wiedzy, ale postaram się podać odpowiednie techniki, które pomogą ci zoptymalizować twój termostat pp.

Myśli-tu polecam pytania kwantowe, medytację i metodę Silvy. Jest jeszcze pewne ćwiczenie na poziomie fizycznym. Otóż zakładasz na nadgarstek gumkę (może być zwykła recepturka) i w momencie gdy pojawi sie niewłaściwa myśl strzelasz sobie z gumki. Ma cię to zaboleć. Za którymś razem z rzędu jak sobie strzelisz gumką, to twój umysł usunie tą myśl, bo nie będziesz chciał/a czuć bólu.

Przekonania-w internecie jest opisanych sporo technik na zmianę przekonań. Na ile one działają nie mam pojęcia. Ja proponuję byś niekorzystne przekonania po prostu wyśmiał/a. Rób to tak długo, aż faktycznie osiągniesz zadowalajacy efekt. Traktuj to z humorem, po prostu masz się przy tym dobrze bawić. Jeśli masz zaufaną osobe, to możecie to robić razem-będzie więcej zabawy i szybszy efekt.

Nawyki-tu sprawdzi się rytuał sukcesu(napiszę o tym osobny temat). Jest też książka "Nawyki 2.0" którą napisał Maciej Wieczorek. Ja mam wersję papierową, ale jest też dostępna w formie pdf-wujek google podpowie gdzie kupić.

Emocje-tu polecam opisaną na naszym forum metodę Sedony. Metod pracy z emocjami jest więcej, ale metoda Sedony daje bardzo szybkie efekty.

Czyny- sam musisz zdecydować co jest dla ciebie najlepsze. Istnieje coś takiego co się nazywa modelowaniem i możesz z tego skorzystać, ale czy to zrobisz pozostawiam tobie.

Jak więc widzisz prawo przyciągania to nie jest żadna magia. Jest ono zupełnie naturalne i wszyscy je stosujemy. Tyle, że nie wszyscy robią optymalizację i dlatego nie mają efektów. Wszystko co opisałem to poziom fizyczno-mentalny. Na poziomie duchowym też można wykonywać różne ćwiczenia. Tam dochodzi praca z energiami itp. Jednak nawet tam nie ma magii, są tylko prawa których jeszcze do końca nie rozumiemy. Być może będziesz chciał/a zacząć od poziomu duchowego, albo równocześnie działać na wszystkich poziomach. To też będzie ok, ja sam tak robię. Nie czuję sie jednak na tyle kompetentny by przekazać tobie wiedzę z poziomu duchowego.

Tak więc do dzieła. Ustaw swój termostat pp i osiągnij w życiu wszystko czego pragniesz.

I na tym kończę. Nie uważam tematu za wyczerpany, więc gdy coś mi przyjdzie do głowy to dopiszę.

Dodano dnia 22 lipca 2019

Czy robiąc optymalizację, osiągnę 100% moich celów?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Podam pewien przykład, a ponieważ najlepiej się tłumaczy na czymś, co jest policzalne, więc przykład będzie z branży finansowej. Ale dokładnie tak samo będzie w każdej innej dziedzinie życia.

Mamy 10 celów finansowych. Pierwszy to dochód wysokości 10k złotych miesięcznie. Drugi to 20k złotych miesięcznie. I tak dalej. Dziesiąty to 100k miesięcznie.

Jak myślisz, czy łatwiej osiągnąć pierwszy cel, czy dziesiąty? Jeśli nastawisz się na pierwszy cel i zrealizujesz go w 100%, to masz 10k miesięcznego dochodu. Jeśli nastawisz się na cel 10 i zrealizujesz tylko 20%, to masz 20k miesięcznego dochodu. A to jest dwukrotnie więcej niż przy realizacji 100% celu pierwszego. I ktoś teraz powie, że to jest zwykły truizm. I owszem będzie miał rację. Chcę więc zwrócić twoją uwagę na coś innego, co dla niektórych być może wciąż będzie oczywiste, ale nie dla wszystkich. By zrealizować cel z poziomu 10, będziesz musiał/a mieć inne przekonania, inaczej reagować emocjonalnie, mieć trochę inne nawyki i robić inne rzeczy niż by zrealizować cele z niższych poziomów. Zauważ, że cele z niższych poziomów "mieszczą" się w celu 10. Osiągniecie ostatniego celu może (ale nie musi) zająć więcej czasu. Czy warto? Sam/a sobie odpowiedz.

Więc robiąc optymalizację, zawsze stawiaj poprzeczkę jak najwyżej. Wyższe cele nie muszą być trudniejsze do zrealizowania od tych niższych. To wszystko zależy właśnie od naszej optymalizacji i czasu, który musimy poświęcić (choć czas nie zawsze będzie wyznacznikiem skuteczności). Ale uwaga. Cele mają być realne. Jeśli chcesz polecieć na Marsa, to raczej sobie odpuść. Chodzi o to, by osiągnąć coś, co przed tobą zrobili już inni. A gdy to osiągniesz, możesz pomyśleć nad tym,by być pionierem i pójść tam, gdzie nikt inny jeszcze nie zaszedł.

Być może nigdy nie osiągniesz 100% celu z jakiegoś wysokiego poziomu, ale czy to będzie powód do zamartwiania się? Bardziej chodzi o to, by te cele realizować niż je zrealizować (co jeśli się uda to tylko się cieszyć). Czyli droga jest równie ważna, a może i nawet ważniejsza niż sam cel.

Jest takie przysłowie (chyba chińskie): Jak mierzysz w orła, to trafisz w kamień, jak mierzysz w gwiazdy, to trafisz orła.


Dodano dnia 29 lipca 2019

W dziale z technikami opisałem jedyną naukowo potwierdzoną metodę osiągania celów. Procedura jest bardzo prosta, więc zachęcam do zapoznania się z tą metodą.

A teraz opiszę coś, co może cię wspierać lub przeszkadzać w odnoszeniu twoich celów. Tym czymś jest środowisko, w jakim przebywasz. Pisząc środowisko, mam na myśli osoby, które cię otaczają, choć środowisko w sensie natury też może mieć znaczenie. Ale tutaj zajmiemy się głównie wpływem ludzi na nasze życie.
Podam znowu policzalny przykład. Pewna teza głosi, że twoje dochody, to średnia dochodów pięciu najbliższych tobie osób. Nie chodzi tu o rodzinę, a o współpracowników. Po 20 latach pracy na etacie, ale też znając osoby robiące różne biznesy, uważam, że ta teza jest prawdziwa. To samo odnosi się również do kontaktów międzyludzkich oraz do naszego zdrowia, choć oczywiście w tych przypadkach nie będą to policzalne wartości. Oczywiście, jeśli masz znajomych, którzy chorują na raka, nie oznacza to, że ty też zachorujesz na tę chorobę. Chodzi o to, że jak przebywasz w środowisku osób dbających o zdrowie, to sam będziesz o nie dbał, a jeśli twoi znajomi o zdrowie nie dbają, to ty prawdopodobnie tez nie będziesz zwracać na to dużej uwagi. Tak samo jest z kontaktami międzyludzkimi. Jeśli przebywasz w środowisku osób ugodowych, dążących do porozumienia lub kompromisów, to sam będziesz taką osobą. Jeśli twoje środowisko to osoby wiecznie się kłócące, życiowi malkontenci itp. to bardzo możliwe, że ty też będziesz przejawiać takie cechy. Choć oczywiście nie ma reguły. Tak więc otaczaj się ludźmi, którzy są już tam, gdzie ty chcesz dojść, ludźmi, którzy mają takie cechy, jakie ty chcesz posiadać.

No dobrze, ale co zrobić, jeśli twoja najbliższa rodzina jest toksyczna? Musisz się wyprowadzić. Tak wiem, jak to brzmi, ale znam osobę, która dobiega do 90 roku życia i się wyniosła od swojej rodziny. Przypuszczam, że masz znacznie mniej lat, więc jeśli osoba w wieku lat 90 zrobiła coś takiego, to ty też możesz tego dokonać. Po czasie okaże się, że była to słuszna decyzja. I nieważne, że jesteś 30 lat po ślubie, czasem po prostu trzeba zrobić coś dla siebie, trzeba pójść swoją własną drogą, zostawiając toksycznego współmałżonka, czy toksyczne dzieci lub rodziców. Zrobisz, jak chcesz, ja wiem, że toksyczne osoby bardzo rzadko chcą się zmienić, a jeszcze rzadziej, nawet jeśli chcą, im się to udaje.

Druga rzecz, o której napiszę, to twoja strefa oddziaływania, twoja strefa wpływów osobistych. Im ta strefa będzie większa, tym łatwiej będziesz w stanie realizować swoje cele. Wiąże się to ze środowiskiem, w którym przebywasz. A teraz zastanów się, na jakie osoby chcesz mieć wpływ. Oczywiście najlepsza odpowiedź to: na wszystkie. Tyle że mając wpływ, na żula spod budki z piwem raczej nie osiągniesz w życiu zbyt wiele. Musisz więc swoją strefę oddziaływania poszerzać jak najbardziej i na jak najbardziej wpływowe i decyzyjne osoby. I nie mam tu na myśli manipulacji tymi osobami. Bardziej chodzi o to, by się przyjaźnić z takimi osobami, by robić razem różne ciekawe rzeczy. Na początek mogą to być kontakty towarzyskie, ale jeśli zajdzie potrzeba, to te kontakty można wykorzystać w różnych innych celach. Warto więc mieć znajomych z jak najwyższej półki. W Polsce się przyjęło, że wiele spraw załatwia się po znajomości. Ale zastanów się, czy zawsze oznacza to coś złego. Tak się dziś działa w biznesie i nie tylko. Jeśli działanie jest etyczne, to nie powinno się z tego robić problemu. W tej kwestii mentalność Polaków często jest na minus w porównaniu do np. mentalności Amerykanów.

Jak więc zwiększyć strefę oddziaływania? Potrzeba do tego edukacji. Sugeruję, byś przeczytał/ przeczytała jedną z najlepszych książek na temat budowania relacji międzyludzkich a mianowicie "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi", którą napisał Dale Carnegie. Oczywiście możesz czytać podobne książki, ale tą uważam za najlepszą. Na rynku są też różnego rodzaju kursy uczące relacji, ale wybierz mądrze-spora część tej wiedzy, jest dostępna w necie za darmo, a druga sprawa, że te kursy mogą być wątpliwej jakości.

W biznesie istnieje coś, co się nazywa personal branding. Inaczej mówiąc twoje imię i nazwisko to twoja marka. Ale nawet jeśli nie robisz żadnego biznesu, to możesz to wykorzystać. Czasem się słyszy coś takiego, że np. Marek to dobra firma. A Marek nie ma żadnej firmy, ludzie którzy tak o nim mówią, robią to, bo Marek jest osobą solidną i kompetentną. Postaraj się o to, by być postrzeganym właśnie w ten sposób. To bardzo zwiększy twoją strefę oddziaływania.

Dodano dnia 31 lipca 2019

Przedstawię ci teraz pewien schemat. Wygląda on tak:

1. Działania lub ich brak.
2. Decyzje/reakcje->umiejętności/nawyki/wiedza/środowisko->przekonania->wartości->cechy osobowości->mózg.

Jak widzisz, opisałem ten schemat w dwóch punktach. Ten schemat jest "czysto" psychologiczny. Odzwierciedla on to, co w życiu osiągamy, czyli nasze cele. My zazwyczaj patrzymy na ten schemat od góry, czyli na działania. Natomiast prawidłowo powinniśmy patrzeć od dołu, czyli pierwszy powinien być mózg. Wszystko zaczyna się w mózgu, a działania są na samym końcu. Dlaczego jednak podzieliłem ten schemat na dwa punkty? Dlatego że punkt pierwszy, czyli działanie, jest odpowiedzialny tylko za 10% osiąganych przez nas efektów. Natomiast punkt drugi to aż 90% osiąganych efektów. Mamy tu więc do czynienia z zasadą Pareto 10/90 (tak wiem oryginalna to 20/80). Bardzo mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że tak to wygląda, a tym bardziej że wiele książek z tematyki rozwoju osobistego i osiągania celów każe się skupiać na działaniach. A jak widać, jest to błąd, bo działanie to tylko 10% sukcesu.

Osobiście cały czas poszerzam wiedzę na ten temat, więc nie wiem jeszcze wszystkiego. Dziele się tym, czego się dowiaduję i o co ma sens, co jest spójne. Bo nie wszystko ma sens, trzeba umieć oddzielić ziarna od plew. Jest kilka osób, od których się uczę, ale ich przekaz czasem się trochę różni. Nie są to wielkie różnice, ale jednak są. Natomiast mogę powiedzieć, że przekaz tych osób różni się bardzo od tego, o czym można przeczytać w większości książek. Tak na chłopski rozum, jeśli miliony ludzi na świecie czyta te książki i nie ma efektu, to coś tu jest nie tak. Więc dla mnie istotne jest to, żeby osoby, które korzystają z wiedzy jakichś osób miały efekty. I tak jest w przypadku osób, od których ja zdobywam wiedzę. Te drobne różnice są więc dopuszczalne, bo po prostu uczniowie tych osób mają efekty, w przeciwieństwie do ogromnej ilości uczniów innych nauczycieli. Ten akapit piszę po to, byś zrozumiał/zrozumiała, że coś, co pisałem na forum wcześniej, mogę w tej chwili uznawać za nieaktualne. Po prostu mam teraz dostęp do lepszej wiedzy. Piszę też po to, byś wiedział/wiedziała, że wciąż się uczę, że nie wiem wszystkiego. Piszę też po to, byś zweryfikował/zweryfikowała na ile, to wszystko jest prawdą. To świadczy o tym, jak bardzo ważna jest edukacja. Bo może być tak, że nie osiągamy swoich celów pomimo ogromu włożonej pracy tylko dlatego, że robimy coś źle. A na to cię uczulam.

A teraz wróćmy do głównego wątku. Jeśli nasze działania to tylko 10% sukcesu, więc logiczne jest, by zająć się tym, co opisałem w punkcie drugim. O nawykach, umiejętnościach, środowisku czy wiedzy pisałem już wcześniej. O przekonaniach też pisałem. Ze schematu jasno wynika, że wartości wpływają na przekonania, ale same wartości są zależne od cech osobowości, a te z kolei od samego mózgu. Zwróć przy tym uwagę, że nie ja to wymyśliłem, to skutek badań psychologicznych. Według psychologii cechy osobowości są niezmienne lub da się je zmienić w bardzo ograniczonym zakresie. No i tu czasem występuje niezgodność wśród osób, od których się uczę. Osobiście uważam, że niektóre cechy osobowości da się zmienić, a zmiana innych może być niekorzystna. Tak czy owak, warto się tym tematem zainteresować i wybrać co, co będzie działać. I teraz bardzo ważna rzecz. To, co opisywane jest w książkach, nie działa z jednego prostego powodu. Każdy z nas jest inny i każdy będzie potrzebował indywidualnej strategii działania. Autorzy książek osiągnęli sukces, bo dobrali odpowiednią dla siebie strategię. I myślą, że ta strategia zawsze się sprawdzi. Pomyśl teraz nad takim przypadkiem. Jest osoba będąca skrajnym introwertykiem. Ktoś mówi tej osobie, że jako przedstawiciel handlowy można zarabiać spore pieniądze. I ta osoba zaczyna się tym zajmować. Ale jej skrajny introwertyzm sprawi, że bardzo szybko zrezygnuje. Po prostu źle się będzie czuła, pracując w tym zawodzie. To jeszcze nie wszystko. Jest też kilka innych powodów, ale moja wiedza jest zbyt mała, by to opisać. Być może za jakiś czas zrobię "update" i napiszę więcej na ten temat. Na razie musi wystarczyć to o, czym piszę. Tak więc taki skrajny introwertyk nie osiągnie sukcesu w pracy wymagającej kontaktu z ludźmi. W drugą stronę też to działa. Skrajny ekstrawertyk nie zostanie dobrym programistą. Gdyby te dwie osoby zamieniły się pracą, to całkiem możliwe, że każda z nich odniosłaby sukces. Oczywiście można pracować nad pewnymi cechami charakteru, ale jak już pisałem o sobie, ja sam jestem introwertykiem, choć raczej nikt mnie tak nie postrzega. Ale nigdy nie byłem skrajnym introwertykiem, może więc mają rację ci, co głoszą, że tych cech nie da się zmienić, że jest to możliwe tylko na małą skalę i w określonych okolicznościach. Rozstrzygnięcie jak to jest, zostawiam tobie.
Na końcu jest mózg. Trochę się na tym mózgiem zatrzymamy. Nasze mózgi w porównaniu do rozwoju cywilizacyjnego po prostu nie nadążyły. Niektórzy mawiają, że mózg zatrzymał się w epoce kamienia łupanego. I uważam, że jest to prawda. Kilka dni temu czytałem o pewnym badaniu. Polegało ono na tym, że badający miał nacisnąć odpowiedni guzik, jako reakcja na to, co będzie widział na ekranie. Badane osoby podłączono do jakiejś aparatury, być może do EEG, ale nie pamiętam. Okazało się, że decyzja o naciśnięciu konkretnego guzika pojawiała się szybciej, niż badana osoba uświadamiała sobie, jaki guzik naciśnie. Choć badanie było przeprowadzane niedawno, to psychologia już od lat wie, że tak jest. Nasze decyzje zazwyczaj podejmujemy nieświadomie, a dopiero później przechodzą one przez proces racjonalizacji. Za decyzje odpowiedzialna jest najstarsza część naszego mózgu, czyli tzw. mózg gadzi. Racjonalizacja następuje w korze nowej, czyli najnowszej części mózgu. Ma to odniesienie do czasów prehistorycznych, gdzie szybka decyzja oznaczała życie lub śmierć. Inna ciekawa sprawa jest taka, że nie lubimy, albo boimy się zmian. I to znowu jest uwarunkowane tym, co się działo tysiące lat temu. Gdy nasi przodkowie zadomowili się w jakiejś bezpiecznej jaskini, to nie chcieli jej opuszczać, bo było to niebezpieczne i ryzykowne. Poza tym wymagało użycia bardzo dużych zasobów, więc nawet od strony racjonalnej było nieuzasadnione. Nasz mózg nie zdążył wyewoluować, by sobie radzić w dzisiejszym świecie. Ale to jeszcze nie wszystko na temat naszego mózgu. Jest taki psycholog Jonathan Haidt. Jest on twórcą koncepcji istnienia jeźdźca i słonia(a właściwie krzewicielem tej idei w naszych czasach, bo pierwszy wspomniał o tym Budda). Ta koncepcja jest bardzo ważna w aspekcie, o którym tutaj piszę. Pozwól więc, że wstawię krótki film na ten temat:


Oczywiście ten film nie wyczerpuje tematu. Możesz więc wpisać w google: "jeździec i słoń" i dowiedzieć się więcej na ten temat. Ja nie będę o tej koncepcji pisał. Jeśli ci zależy na efektach, to wiesz czego szukać.

A teraz wróćmy do dnia obecnego. Możemy powiedzieć, że mózg to komputer. W tym przypadku umysł to oprogramowanie. I teraz pomyśl, co się będzie działo, jeśli będziesz dysponować jakimś superoprogramowaniem, ale twój komputer to będzie dwudziestoletni sprzęt. Być może uda ci się to oprogramowanie uruchomić, ale wydajność będzie na bardzo niskim poziomie ze względu na przestarzały sprzęt. I dokładnie tak samo jest z naszym mózgiem. Musisz o niego zadbać na poziomie fizycznym. Co to oznacza? Twój mózg potrzebuje odpowiedniego pożywienia i aktywności fizycznej. Być może warto zmienić sposób odżywiania, wprowadzić suplementację i jakieś ćwiczenia fizyczne. Na ten temat również nie będę się rozpisywał, bo w necie znajdziesz odpowiednie informacje. Zwracam tylko twoją uwagę na to, by zadbać o swój mózg.

Na koniec tego posta napiszę jeszcze o wartościach. Potraktuj tutaj wartości jako część oprogramowania. Od wyznawanych wartości może zależeć czy będziesz mieć efekty. No niby jest to oczywiste, ale nie zawsze jesteśmy świadomi, jak wartości mają się do osiągania celów. Więc załóżmy, że twoim celem jest zarabianie dużej ilości pieniędzy. Natomiast jedną z twoich głównych wartości jest dbanie o rodzinę. I wydaje się, że wszystko jest ok. Niestety nie jest. Otóż dla emocjonalnej części naszego mózgu (dla wspomnianego słonia) pieniądze to często pojęcie abstrakcyjne. Twój słoń może też pod pojęciem dbania o rodzinę rozumieć fizyczne przebywanie z nią. Zauważ, że to wciąż wynika z prehistorii, gdzie dbanie o rodzinę było traktowane dosłownie, czyli przebywanie z nią i dbanie, by nic złego się jej nie stało. A jeśli, by zarabiać duże pieniądze, musisz się rozstać ze swoimi bliskimi, to dochodzi do sprzeczności między celem a wartością. W tym przypadku wartość wygra, bo jest głębiej od działania prowadzącego do osiągnięcia celu. Będziesz się męczyć, ale nie osiągniesz celu i w końcu zdecydujesz się z niego zrezygnować.

Pomyśl nad wszystkim, o czym tutaj napisałem. Zwróć uwagę na poprzedni akapit, czy nie jest tak, że pewne części ciebie sabotują osiąganie twoich celów. I jeśli zależy ci na szczęśliwym życiu i osiąganiu celów, to się edukuj na ten temat tak długo, aż osiągniesz, to czego pragniesz.

Dodano dnia 2 sierpnia 2019

W innym wątku napisałem, że będzie o motywacji, więc do dzieła.

Zacznijmy od definicji. Według Wikipedii motywacja to stan gotowości do podjęcia określonego działania, wzbudzony potrzebą zespół procesów psychicznych i fizjologicznych, określający podłoże zachowań i ich zmian. Wewnętrzny stan człowieka, mający wymiar atrybutowy. Tyle definicja. Motywacja jak sama nazwa wskazuje, musi zawierać motyw. W kryminalistyce się często mówi o motywach zbrodni. Ale w naszym codziennym życiu jest tak samo. Tyle że motyw często jest rozumiany w sposób niewłaściwy, ale o tym za chwilę.

Pozwól, że zadam teraz kilka pytań. Jak bardzo musisz się motywować, by wstać rano do pracy? Jak bardzo musisz się motywować, by coś zjeść, gdy jesteś głodny? Jak bardzo musisz się motywować, by pójść na randkę z osobą, którą kochasz?

Czy dostrzegasz już pewien schemat zawarty w powyższych pytaniach? Być może myślisz, że to nie ma nic wspólnego z motywacją. I faktycznie masz sporo racji. W podanych przykładach, choć mocno się różnią, nie zadajesz sobie pytania o motywację. Może tylko pierwsze pytanie budzi twoje wątpliwości. Jeśli tak, to zastanów się, czy faktycznie potrzebujesz nie wiadomo jak dużej motywacji, by wstać z łóżka i iść do pracy, czy po prostu wstajesz, ubierasz się, jesz śniadanie i wychodzisz. A co z dwoma pozostałymi pytaniami? Zanim zaczniesz czytać dalej, to zastanów się nad tym chwilę.

Być może czytałeś/czytałaś w różnych książkach, że aby osiągnąć swoje cele, to potrzebujesz dużej motywacji. A co jeśli ja teraz napiszę, że to bzdura? Jest sporo ludzi w Polsce i na świecie, którzy chodzą na różnego rodzaju eventy, spotkania czy szkolenia związane z samorozwojem i osiąganiem celów. Po takiej imprezie czują w sobie niesamowitą motywację. Ale po kilku dniach poziom motywacji spada. Te osoby znowu idą na kolejne spotkanie. Poziom motywacji znowu osiąga zenitu, by następnie opaść. I tak w kółko. Ja takie osoby nazywam ćpunami samorozwojowymi. Bo jeśli szkolenie nie zmieniło ich życia i idą na kolejne, by w końcu to życie zmienić, to są od tych szkoleń uzależnieni. Te osoby nie rozumieją, od czego zależy, osiąganie celów. A na pewno nie zależy od motywacji. Na tym korzystają tylko organizatorzy tych szkoleń, bo osoby wracają i wracają na kolejne szkolenia. I tak biznes szkoleniowy się kręci na nieświadomych ludziach. Przy czym nie twierdzę, że szkolenia nic nie dają, bo mogą dać bardzo dużo. Trzeba tylko zrozumieć, co faktycznie należy zrobić, by osiągnąć swoje cele. Jeśli będziemy to wiedzieć, to wiedza ze szkoleń może być bardzo przydatna. Jeszcze taka ciekawostka. Osoby prowadzące tego typu szkolenia prawdopodobnie nie mają pojęcia o tym, o czym tutaj piszę. Oczywiście nie wszystkie, może być tak, że mają pojęcie, ale celowo o pewnych rzeczach nie mówią, bo nikt by na ich szkolenia nie wracał. Ale to osobny temat i nie będę się nad tym rozwodził.

Ponowie pytanie. Czy dostrzegasz już pewien schemat?

Idźmy dalej. Zrobiono kiedyś badanie, w którym zapytano respondentów, co jest dla nich największą przeszkodą w osiąganiu celów. Nie pamiętam wszystkich wyników, ale ponad 50% odpowiedziało, że słomiany zapał. Co jednak tak naprawdę oznacza słomiany zapał? No bo te osoby zaczynały coś robić, ale potem z jakiegoś powodu zaprzestawały swoich działań. To oznacza, że na początku jednak miały motywację, a potem ta motywacja wypaliła się do zera.

We wspomnianym w pierwszym zdaniu tego posta wątku, napisałem, że nie mam problemu z motywacją. Prawda jest taka, że problemu z motywacją nie ma nikt. Tak wiem, to może być dla ciebie spory szok. No bo jak to, przecież często nie potrafisz się zmotywować nawet do najprostszych rzeczy? To nie może więc być prawda. Więc powtórzę jeszcze raz: problemu z motywacją nie ma nikt. Teraz możesz zapytać, po co w takim razie opisałem metodę WOOP i metodę 6 kroków. Metoda WOOP jest metodą naukową. Metoda 6 kroków również opiera się o badania naukowe, ale nie znalazłem nigdzie informacji, by te badania ją w 100% potwierdzały. To wszystko nie oznacza jednak, by tego typu metody nie były w ogóle przydatne. Zwróć uwagę, że ja nie twierdzę, że motywowanie się nie działa. Ja tylko twierdzę, że nikt nie ma problemów z motywacją. To są dwie różne rzeczy. Chciałbym, byśmy się dobrze zrozumieli.

Nie bez przyczyny zapytałem dwukrotnie, czy dostrzegasz pewien schemat. Dostrzegasz go już? Teraz napiszę coś, co może być kolejnym szokiem. Motywacja lub jej brak, nie jest przyczyną, tylko skutkiem. Ostatnie zdanie jest bardzo ważne, więc jeszcze raz je powtórzę. Motywacja lub jej brak, nie jest przyczyną, tylko skutkiem.Teraz możesz się zastanawiać, dlaczego motywacja nie jest przyczyną i czego do diaska jest skutkiem jej brak. Wiesz, co łączy zadane wcześniej pytania o pracę, jedzenie i randkę? Tym czymś są EMOCJE. Tak to właśnie emocje są przyczyną tego, że nie osiągasz swoich celów. Czy już rozumiesz? Jeśli odczuwasz fajne emocje, to nie potrzebujesz się motywować, bo motywacja jest skutkiem tych pozytywnych emocji. Jeśli odczuwasz niefajne emocje, to skutkiem tego będzie brak motywacji. Tak to zazwyczaj działa, choć czasem są pewne wyjątki. Wróćmy do pytań o pracę, jedzenie i randkę. W przypadku randki twoje emocje będą pozytywne. W przypadku jedzenia-głód sam w sobie jest postrzegany jako coś negatywnego, natomiast akt jedzenia jest postrzegany jako coś pozytywnego. W przypadku pracy może być jeszcze inaczej. Możesz postrzegać emocje jako negatywne, pozytywne lub oba rodzaje równocześnie, w każdym razie emocje są na tyle mocne, że nie potrzebujesz się motywować, by wstać i iść do pracy. A teraz przypomnij sobie to, co pisałem w pierwszym poście tego wątku na temat emocji. Napisałem tam, że emocji nie powinniśmy rozpatrywać w kategorii pozytywne/negatywne tylko w kategorii korzystne/niekorzystne. Więc w przypadku pracy możesz swoje emocje postrzegać jako negatywne, ale pomyśl nad tym, czy są one korzystne lub nie. Pomyśl, co będzie, jeśli odczuwane negatywne emocje uznasz za niekorzystne. Pomyśl o konsekwencjach tego, co będzie, jeśli odczuwane negatywne emocje uznasz za niekorzystne i wskutek tego przestaniesz chodzić do pracy.

Tak więc teraz już wiesz, że za osiąganie celów odpowiedzialne są emocje, a nie motywacja. Same emocje mogą mieć, a nawet powinny potężnego "sprzymierzeńca". Motywacja oczywiście też jest "sprzymierzeńcem", ale jej wpływ jest znikomy lub nawet zerowy. Bez "sprzymierzeńca" którego mam na myśli, może być ciężko osiągnąć cel lub nawet może to być niemożliwe. Co to za sprzymierzeniec? Jest to wytrwałość. Wytrwałość nie ma nic wspólnego z motywacją, one jest czymś innym. Wytrwałość oznacza działanie pomimo przeszkód. Bo przeszkody zawsze jakieś mogą się pojawić, a gdy się pojawią, to nawet największa motywacja na nic się nie zda, jeśli zabraknie wytrwałości. Zwróć przy tym uwagę na to, że nie da się być permanentnie zmotywowanym, tak samo, jak nie da się być permanentnie najedzonym. Dlatego właśnie potrzebna nam jest wytrwałość.

To jednak jeszcze nie wszystko. I tu w grę wchodzi nasz motyw, choć to słowo jest trochę niewłaściwe, ale nie znam lepszego na ten moment. W książkach często możemy przeczytać, że powinniśmy mieć mocne dlaczego. I jest to prawda, niestety nie jest ona pełna. Wyobraź sobie teraz, że masz zjeść ogromną pizzę lub jakieś inne ogromne danie. Czy włożysz całe to danie do ust? Nie, bo to po prostu niemożliwe. I tak samo jest z osiąganiem celów. Musimy te cele "zjadać" powoli. Czyli nie nastawiamy się na realizację całości od razu, tylko realizujemy cel małymi krokami. Dzielimy cel na małe kawałki, tak samo, jak na małe kawałki podzielilibyśmy naszą pizzę. Zadaj sobie pytanie: dlaczego chcesz, zjeść tę pizzę-dlaczego chcesz, osiągnąć swój cel? To jest bardzo ważne. Byś mógł/mogła w pełni zrozumieć opisywaną tu koncepcję, muszę na chwilę wrócić do słonia, o którym pisałem we wcześniejszym poście. "Słoń" to nieświadoma i emocjonalna część naszego mózgu. Fizycznie obszarowi słonia odpowiada mózg gadzi, układ limbiczny i płaty czołowe. Mózg gadzi to najstarsza część naszego mózgu. Odpowiada on głównie za nasze decyzje-pisałem o tym wcześniej. Układ limbiczny powstał później niż mózg gadzi. Można napisać, że jest to nakładka na mózg gadzi. To układ limbiczny jest odpowiedzialny za "relacje społeczne" i emocje. Jak widzisz, relacje społeczne wziąłem w cudzysłów, bo chodzi o relacje społeczne, które powstały w epoce kamienia łupanego, ale nasz mózg do dziś działa w tym obszarze tak samo, jak tysiące lat temu. Płaty czołowe to część kory nowej, ale to one "komunikują"się z mózgiem gadzim i układem limbicznym. Kora nowa zaliczana jest do racjonalnej części naszego mózgu, ale płaty czołowe, choć są jej częścią, to są zaliczane do nieświadomej i emocjonalnej części mózgu. I teraz tak. Autorzy książek pisząc o mocnym dlaczego, często piszą o odroczonej gratyfikacji, czyli realizujesz jakiś cel, by za jakiś czas (liczony w tygodniach, miesiącach lub nawet latach) cieszyć się z jego osiągnięcia. I to wszystko jest prawdą. Jest jednak problem, o którym w książkach nie ma ani słowa. Nasze "dlaczego" i odroczona gratyfikacja to domena jeźdźca. Problemem jest to, że jeździec jest znacznie słabszy od słonia. A słoń chce dostać nagrodę od razu. Słoń wykona krok i czeka na nagrodę. Jeśli jej nie dostanie, to wykona kolejny krok. Jeśli i tym razem nie dostanie nagrody, to wykona być może jeszcze jeden krok, ale jeśli nie otrzyma nagrody, to się zbuntuje i dalej nie pójdzie.

Dobrze. Wiemy już, że słoń potrzebuje natychmiastowej nagrody. Od strony psychologicznej, jeśli chcesz osiągnąć jakiś swój cel, to musisz odpowiedzieć sobie na dwa pytania. Pierwsze z nich to pytanie: dlaczego? Drugie to pytanie: po co? Pytanie "dlaczego" to pytanie o całościowy cel, to nasza odroczona gratyfikacja, to domena jeźdźca. Pytanie "po co" to pytanie o nagrodę, to co zyskasz od razu, realizując ten cel, to domena słonia. By lepiej to zrozumieć podam przykład. Cel: nauczenie się hiszpańskiego. Dlaczego: umożliwi mi to podjęcie lepiej płatnej pracy, lub rozszerzenie biznesu na kraje hiszpańskojęzyczne. Po co: zacznę rozumieć o czym śpiewają w tych hiszpańskich piosenkach, które tak mi się podobają. Drugi przykład. Cel: zostać kulturystą. Dlaczego: zapewnienie zdrowia i dużych pokładów siły na długie lata. Po co: laski zaczną zwracać na mnie większą uwagę, chłopaki w robocie przestaną się nabijać gdy nie daję rady czegoś podnieść. Te przykłady sa może troche trywialne, ty pomyśl nad takimi, które będą odpowiadały na twoje dlaczego i twoje po co.

Dodano dnia 10 sierpnia 2019

Do tej pory moje wpisy w tym wątku były bardzo długie. Ten będzie krótki. Zastanów się nad tym, jak często bierzesz odpowiedzialność za coś, nad czym nie masz kontroli.

Wrócę do tego w którymś z następnych wpisów, na razie daję ci czas na przemyślenia.

Za ten post autor Born1975 otrzymał podziękowania - 2
jaskier, Slonce
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2272
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 22:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 856 razy
Otrzymał podziękowań: 609 razy

Powrót do Prawo przyciągania na co dzień

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 4 gości

cron