ZNAKI I ZWIASTUNY (mit obalony)

podstawy, działanie, doświadczenia, sukcesy

Re: ZNAKI I ZWIASTUNY (mit obalony)

Postprzez avada6kedavra » 31 mar 2020, o 22:02

A dla mnie w dalszym ciągu nie jest. Powiem Ci, że im dłużej czytam o PP, tym jestem głupsza i mniej wiem, a nawet wątpię w to wszystko, bo kupy mi się to nie trzyma. I właśnie mam wrażenie, że te wszystkie wskazówki kompletnie nie są ze sobą spójne, dlatego to takie trudne. Z jednej strony każdy ma pragnienie i powinien do niego dążyć, walczyć, stwarzać sobie okazje, nie być biernym. Mówi się, że samo z księżyca nie spadnie, trzeba poprosić, wyciągnąć rękę, trzeba sobie pomóc. A z drugiej strony totalne przeciwieństwo - myśl o tym jak najmniej, czuj się jakbyś już to coś miała (nierealne), nie twórz oporów ani nadmiernego potencjału... Niby w jaki sposób? Przecież to wszystko sobie nawzajem przeczy!

To trochę tak, jakby ktoś zobaczył wymarzone ogłoszenie o pracę i nie wysłał tam nawet CV czy nie przygotował się kompletnie na rozmowę kwalifikacyjną, bo przecież samo się powinno zmaterializować dzięki myśleniu i wierze. A marzenie o tym, przygotowywanie się do rozmowy, analizowanie jej potencjalnego przebiegu itd, to niby od razu nadmierny potencjał, opory. Nie widzę w tym za grosz logiki i sensu...

Mówisz, że te sytuacje z tym facetem to odzwierciedlenie mojego myślenia i że mam opory. A ja zapytam inaczej - gdybyś była na moim miejscu, to jak byś postąpiła w tamtych sytuacjach? Kompletnie nic byś nie robiła, może udawała, że go nie widzisz, bo "jak ma być, to będzie"? Według mnie to nierealne, bo chcąc osiągnąć w życiu cokolwiek, to trzeba walczyć, samo nie przyjdzie. Jestem tego najlepszym przykładem, że bierność to najgorsza rzecz w życiu na jaką można postawić. Bardzo żałuję, że gdy byłam młodsza, to nie szukałam faceta, nie stwarzałam sobie okazji, nie wysilałam się. Wydawało mi się wtedy, że trzeba żyć swoim życiem i w odpowiednim czasie ktoś pojawi się na mojej drodze. Efekty? Odkąd skończyłam liceum nawet nie poznaję nowych mężczyzn, a co tu dopiero mówić o randkach i jakimś związku, śmiechu warte. Mam 28 lat, to już najwyższy czas, by się przebudzić i zacząć szukać, bo już się czuję trochę jak z ręką w nocniku, bo właściwie nie mam żadnych doświadczeń z facetami i w tej kwestii jestem jak dziecko z podstawówki. Postępując w ten sposób, to nawet zwykłego kolegi nie poznam i całe życie będę siedzieć w tej swojej samotni, mam już tego serdecznie dosyć, chcę w końcu wziąć sprawy w swoje ręce!
Avatar użytkownika
avada6kedavra
 
Posty: 54
Dołączył(a): 4 lut 2019, o 20:59
Podziękował : 54 razy
Otrzymał podziękowań: 15 razy

Re: ZNAKI I ZWIASTUNY (mit obalony)

Postprzez Scarlett » 31 mar 2020, o 22:17

Co bym zrobiła?
Odpowiem z autopsji. Za pierwszym razem z takim jednym chciałam za bardzo, pamiętałam co roku o jego urodzinach, pisałam, wysyłałam nic nie znaczące sms itp. Nie wyznawałam uczuć. A on się domyślił i napisał mi "Nic z tego nie będzie, daj sobie spokój". Ryczałam, walczyłam z PP, trafiłam na pierwsze forum.
Druga osoba o którą się tak starałam była z listy. Dlatego się tak starałam. Jak się okazało, że on przestał czuć to coś co na początku, to ja nie wierzyłam, bo przecież "był z listy", wmawiałam sobie, że tak miało być. Umówiłam się z nim na spotkanie po pół roku od nie widzenia, bo myślałam, że coś przemyślał, ale on traktował mnie jak przyjaciółkę. Ogólnie pisałam, rozmawiałam, szukałam kontaktu, na koniec nawet w desperacji powiedziałam, że był z mojej listy. Nic to nie dało.
O męża w ogóle nie musiałam zabiegać, ja byłam już nawet oswojona z myślą, że nikogo nigdy nie będę mieć. I tyle. To jedyny związek. Pierwszy raz wiem, że jestem świadoma PP i nie mam chciejstwa - nie mam obaw co do związku, nie kombinuje, nie wymyślam, jestem spokojna o ten związek itp.
avada6kedavra napisał(a):Mam 28 lat, to już najwyższy czas, by się przebudzić i zacząć szukać, bo już się czuję trochę jak z ręką w nocniku, bo właściwie nie mam żadnych doświadczeń z facetami i w tej kwestii jestem jak dziecko z podstawówki.

Przecież Ty masz ogromną potrzebę i chciejstwo. Taki opór jakbyś chciała się przecisnąć przez mur chiński. Jesteś mądrą dziewczyną, bo pamiętam Twoje początku tutaj. Zakręciłaś się w sytuacje z facetem i straciłaś głowę. Szukasz rozwiązań, podstępu, przestaje Ci się wierzyć w PP mimo że Twoje postępowanie idealnie pokazuje dlaczego Ci nie wychodzi. Ty to wiesz, ale szarpiesz się z Tym tak jak ja kiedyś i mnóstwo dziewczyn w tym momencie.
Jeśli zaczynasz w coś wątpić - odejdź od tego. Ja Ci powiem jako PPowiec, że jeśli będziesz miała to samo podejście i nie próbujesz go zmienić to to samo napiszesz tutaj w wieku 38 lat.
Musisz zrozumieć swoje błędy i poskładać puzzle, bo to wszystko jest bardzo jasne, o ile faktycznie wdrożyłaś to krok po kroku. Ale ciężkie do pojęcia z Twojego punktu widzenia, bo opór masz ogromny.
To że masz 28 lat nie oznacza, że coś MUSISZ. Nic nie musisz. Doświadczenie z podstawówki to też doświadczenie. Nawet nie wiesz ile doświadczeń za dzieciaka zagnieżdza się w głowie. Nie kombinuj. Jeśli Ci coś nie pasuje, musisz szukać rozwiązań wedle swojego uznania.
Jak chcesz i tak bardzo Ci zależy to zaczep gościa na ulicy i powiedz mu, że chcesz go zabrać na randkę. Zobaczysz czy potraktuje to jako żart czy nie (jeśli mu się spodobasz to sam dalej będzie myślał). Albo po prostu to odpuść. Jest tylu facetów. A nawet i bez nich życie jest spoko.
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 3391
Dołączył(a): 11 gru 2015, o 00:11
Podziękował : 521 razy
Otrzymał podziękowań: 2201 razy

Re: ZNAKI I ZWIASTUNY (mit obalony)

Postprzez avada6kedavra » 31 mar 2020, o 22:20

Born1975 napisał(a):
avada6kedavra napisał(a):Jak rozróżnić, kiedy powinniśmy w danej sprawie zadziałać, a kiedy dać sobie spokój, bo to już nadmierne chciejstwo i robienie czegoś na siłę?


Odpowiem na twoje pytanie. Odpowiedź będzie ogólna, więc możesz ją stosować w każdej sytuacji.

Trzeba odróżnić chcenie od pragnienia. To nie jest to samo. W obu przypadkach dzieją się inne procesy. Wyobraź sobie, że młotek chce wkręcać śrubki. Ale przecież młotek nie służy do wkręcania śrubek, tylko do wbijania gwoździ. To jest właśnie chcenie-robienie czegoś sprzecznego z własną naturą. Młotek jednak może pragnąć wbijać większe gwoździe, mniejsze gwoździe, wbijać je mocniej itp. I to jest pragnienie-młotek działa zgodnie z tym, do czego jest przeznaczony.

Jak czegoś chcę, to sobie to wyobrażam, myślę o tym itp. To jest poziom mentalny. Jak coś jest zgodne z moją naturą, z moją misyjnością, to tego pragnę. To jest już poziom mentalno-duchowy, czyli trochę wyższy.

Chciejstwo występuje więc wtedy, gdy robimy coś sprzecznego z sobą. Im bardziej jest to sprzeczne, tym chciejstwo większe. Jeszcze raz posłużę się analogią do młotka. O ile wbicie śrubki młotkiem może się udać, to przecięcie nim jakiegoś żelaznego przedmiotu po prostu nie ma szans na powodzenie. Część z nas może być jak młotek a cześć jak śrubokręt lub jeszcze inne narzędzie. Trzeba określić, jakim się jest narzędziem. Gdy to ustalisz, to będziesz wiedzieć kiedy działać, a kiedy odpuścić, bo będziesz patrzeć przez pryzmat tego, jakim narzędziem jesteś, więc nie będzie z tym najmniejszego problemu.


Wydaje mi się, że TROCHĘ wiem co masz na myśli, ale chyba jednak tak nie do końca.

Przecież PP mówi też O WYCHODZENIU ZE SWOJEJ STREFY KOMFORTU.

Poza tym, skoro do tej pory w życiu mi się kompletnie nie wiedzie, to dalej uparcie mam postępować w ten sam sposób jak ten osioł, mimo że to kompletnie nie przynosi żadnych efektów? Wydaje mi się, że jednak nie - że to ewidentnie znaczy, że powinnam zmienić sposób swojego postępowania I TO ZNACZNIE, bo inaczej dalej będę tkwić w tym samym punkcie. Na własne życzenie.

Dlatego wydaje mi się, że jednak muszę się postarać, aby stać się trochę bardziej młotkiem niż śrubokrętem, skoro bycie śrubokrętem mi nie procentuje i to na żadnym obszarze życia. Czuję, że muszę się zmienić i to bardzo. I czuję, że muszę wywrócić do góry nogami swój sposób postępowania. Do tej pory byłam bardzo bierna, zamknięta w sobie, nieśmiała (wręcz zahukana) i bez inicjatywy. Czuję, że nie mogę tak dłużej, bo jestem na takim etapie życia, że nawet nie mam z kim wyjść na kawę, nie mam ani jednego znajomego w realu. Tak się nie da żyć na dłuższą metę, człowiek jest istotą społeczną. Nic do mnie samo nie przychodzi i czuję, że muszę zawalczyć o wszystko od zera. I że to będzie mega ciężka harówa, która pewnie i tak niewiele zmieni, znając moje szczęście. Gdy "żyłam sama ze sobą" i nie robiłam niczego na siłę - nic się w moim życiu nie wydarzyło. Od jakiegoś czasu szukam, walczę, staram się - wciąż bez efektów. Błędne koło.
Avatar użytkownika
avada6kedavra
 
Posty: 54
Dołączył(a): 4 lut 2019, o 20:59
Podziękował : 54 razy
Otrzymał podziękowań: 15 razy

Re: ZNAKI I ZWIASTUNY (mit obalony)

Postprzez Born1975 » 31 mar 2020, o 22:38

avada6kedavra napisał(a):Przecież PP mówi też O WYCHODZENIU ZE SWOJEJ STREFY KOMFORTU.


Strefę komfortu się rozszerza, a nie opuszcza. Opuszczanie strefy komfortu może prowadzić do depresji, bo pozbywamy się poczucia bezpieczeństwa. Ja długo tkwiłem w błędnym przekonaniu, ale teraz wiem, jak to naprawdę jest.


avada6kedavra napisał(a):Poza tym, skoro do tej pory w życiu mi się kompletnie nie wiedzie, to dalej uparcie mam postępować w ten sam sposób jak ten osioł, mimo że to kompletnie nie przynosi żadnych efektów? Wydaje mi się, że jednak nie - że to ewidentnie znaczy, że powinnam zmienić sposób swojego postępowania I TO ZNACZNIE, bo inaczej dalej będę tkwić w tym samym punkcie. Na własne życzenie.


Skoro odnosisz się do mojego posta, to ja przecież nie napisałem, że masz dalej robić to samo. Robienie tego samego i spodziewanie się innego efektu jest jedną z definicji głupoty.

avada6kedavra napisał(a):Dlatego wydaje mi się, że jednak muszę się postarać, aby stać się trochę bardziej młotkiem niż śrubokrętem, skoro bycie śrubokrętem mi nie procentuje i to na żadnym obszarze życia. Czuję, że muszę się zmienić i to bardzo. I czuję, że muszę wywrócić do góry nogami swój sposób postępowania. Do tej pory byłam bardzo bierna, zamknięta w sobie, nieśmiała (wręcz zahukana) i bez inicjatywy. Czuję, że nie mogę tak dłużej, bo jestem na takim etapie życia, że nawet nie mam z kim wyjść na kawę, nie mam ani jednego znajomego w realu. Tak się nie da żyć na dłuższą metę, człowiek jest istotą społeczną. Nic do mnie samo nie przychodzi i czuję, że muszę zawalczyć o wszystko od zera. I że to będzie mega ciężka harówa, która pewnie i tak niewiele zmieni, znając moje szczęście. Gdy "żyłam sama ze sobą" i nie robiłam niczego na siłę - nic się w moim życiu nie wydarzyło. Od jakiegoś czasu szukam, walczę, staram się - wciąż bez efektów. Błędne koło.


To, zamiast pisać na forum, weź się do roboty. Odpowiedziałem na twoje pytanie, o które najbardziej ci chodziło. Przemyśl sobie na spokojnie to, co tam napisałem. Samo przeczytanie tego to za mało, bo jednym uchem wleci, a drugim wyleci. Nad tym trzeba pomyśleć nawet parę dni. Poszukać sobie przykładów z własnego życia. I starać się odnaleźć własną misyjność (czyli to, jakim się jest narzędziem).

Zielony kolor oznacza, że pisze to jako moderator i jako moderator kończę dyskusję na ten temat.
Siempre juego con mis reglas.
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2279
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 22:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 868 razy
Otrzymał podziękowań: 622 razy

Re: ZNAKI I ZWIASTUNY (mit obalony)

Postprzez avada6kedavra » 31 mar 2020, o 22:46

Scarlett napisał(a):Musisz zrozumieć swoje błędy i poskładać puzzle, bo to wszystko jest bardzo jasne, o ile faktycznie wdrożyłaś to krok po kroku. Ale ciężkie do pojęcia z Twojego punktu widzenia, bo opór masz ogromny.
To że masz 28 lat nie oznacza, że coś MUSISZ. Nic nie musisz. Doświadczenie z podstawówki to też doświadczenie. Nawet nie wiesz ile doświadczeń za dzieciaka zagnieżdza się w głowie. Nie kombinuj. Jeśli Ci coś nie pasuje, musisz szukać rozwiązań wedle swojego uznania.


Tutaj najlepiej się sprawdzi powiedzenie, że syty głodnego nie zrozumie :)

U Ciebie ciągle się coś działo. Miałaś jakichś facetów, zbierałaś doświadczenia w relacjach/związkach. Nawet jeśli w ostateczności te relacje kończyły się średnio, to jednak je miałaś i były lekcją. Uczyłaś się w nich siebie, uczyłaś się facetów, jak z nimi postępować, zbierałaś ogrom doświadczeń związkowych i wiedziałaś na co w przyszłości zwracać uwagę u potencjalnego partnera, nauczyłaś się jakich błędów nie popełniać, itd. To ZDROWE i bardzo dobre. Bo teraz jesteś mądrą kobietą, która już swoje przeżyła i sporo wie, teraz Ci łatwiej. I takie doświadczenia powinno się zbierać w określonym wieku, gdy jest więcej czasu na takie eksperymenty. A ja jestem mega do tyłu w stosunku do moich rówieśników i moje doświadczenia damsko-męskie kończą się właściwie na gimnazjum, bo wtedy ostatni raz byłam "w związku". Cudzysłów użyty nie bez powodu, chyba łatwo domyślić się dlaczego, to było szczenięce chodzenie za rączkę.

Przytłacza mnie fakt, że nikogo nie poznaję, nie randkuję, że nic się nie zmienia w moim życiu. Nie mam tego "luzu" w stosunku do facetów. Czuję się jak dzikus, bo w sumie jestem dzikusem, nie potrafię z nimi postępować i grać w te damsko-męskie gierki. Z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej mnie przeraża to, że nic nie idzie do przodu. Mniej więcej w wieku 25 lat zaczęło do mnie docierać, że chyba powoli trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu i próbować robić coś więcej, bo spokojne czekanie i zajęcie się sobą nic nie daje. Gdy koleżanki w wieku 20-23 lat logowały się na portalach randkowych i szlochały po fatalnych randkach, to śmiałam się z nich, że po co szukać na siłę, że umawiają się z facetami, którzy już na starcie swoim zachowaniem źle rokują, że umawiają się na siłę z cwaniaczkami, którym "źle z oczu patrzy". Dziś to pewnie one śmieją się ze mnie, bo już dawno mają poukładane życie, a ja błądzę jak dziecko we mgle. A wydawało mi się, że robię słusznie, że powoli samo przyjdzie w swoim czasie i ułoży się. Sądziłam, że szukaniem na siłę łatwo władować się w coś toksycznego. Poza tym zwyczajnie nie miałam wtedy potrzeby bycia w związku, a teraz niestety mam coraz większą. Wydaje mi się, że to raczej normalne, że człowiek w końcu chciałby się zakochać z wzajemnością, coś przeżyć w końcu.

Nigdy nie rozumiałam lamentu kobiet, które są same pół roku-rok i już świrują z tego powodu. Według mnie to nic nadzwyczajnego, to wręcz fajna przerwa po związku na przetrawienie go, na spędzenie czasu z samą sobą. No ale jednak mój przypadek wygląda inaczej, bo jestem sama już 12 lat i nic nie wskazuje na to, by było jakiekolwiek światełko w tunelu dla mnie. I to jest najgorsze. Ten brak światełka, jakbym już przespała najlepszy czas, gdzie inne kobiety zaklepały sobie już fajnych facetów.
Avatar użytkownika
avada6kedavra
 
Posty: 54
Dołączył(a): 4 lut 2019, o 20:59
Podziękował : 54 razy
Otrzymał podziękowań: 15 razy

Re: ZNAKI I ZWIASTUNY (mit obalony)

Postprzez Born1975 » 31 mar 2020, o 22:50

Masz już odpowiedzi na wszystkie swoje pytanie. Nie wiem, czego jeszcze oczekujesz, weź się do pracy nad sobą, tego nikt za ciebie nie zrobi.

Dalsze ciągniecie tego tematu, uznam za złamanie 17 punktu regulaminu, co będzie mieć konsekwencje w postaci ostrzeżenia.
Siempre juego con mis reglas.
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2279
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 22:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 868 razy
Otrzymał podziękowań: 622 razy

Re: ZNAKI I ZWIASTUNY (mit obalony)

Postprzez violet_vill » 1 kwi 2020, o 12:00

Tutaj najlepiej się sprawdzi powiedzenie, że syty głodnego nie zrozumie :)

U Ciebie ciągle się coś działo. Miałaś jakichś facetów, zbierałaś doświadczenia w relacjach/związkach. Nawet jeśli w ostateczności te relacje kończyły się średnio, to jednak je miałaś i były lekcją. Uczyłaś się w nich siebie, uczyłaś się facetów, jak z nimi postępować, zbierałaś ogrom doświadczeń związkowych i wiedziałaś na co w przyszłości zwracać uwagę u potencjalnego partnera, nauczyłaś się jakich błędów nie popełniać, itd. To ZDROWE i bardzo dobre. Bo teraz jesteś mądrą kobietą, która już swoje przeżyła i sporo wie, teraz Ci łatwiej. I takie doświadczenia powinno się zbierać w określonym wieku, gdy jest więcej czasu na takie eksperymenty. A ja jestem mega do tyłu w stosunku do moich rówieśników i moje doświadczenia damsko-męskie kończą się właściwie na gimnazjum, bo wtedy ostatni raz byłam "w związku". Cudzysłów użyty nie bez powodu, chyba łatwo domyślić się dlaczego, to było szczenięce chodzenie za rączkę.

Przytłacza mnie fakt, że nikogo nie poznaję, nie randkuję, że nic się nie zmienia w moim życiu. Nie mam tego "luzu" w stosunku do facetów. Czuję się jak dzikus, bo w sumie jestem dzikusem, nie potrafię z nimi postępować i grać w te damsko-męskie gierki. Z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej mnie przeraża to, że nic nie idzie do przodu. Mniej więcej w wieku 25 lat zaczęło do mnie docierać, że chyba powoli trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu i próbować robić coś więcej, bo spokojne czekanie i zajęcie się sobą nic nie daje. Gdy koleżanki w wieku 20-23 lat logowały się na portalach randkowych i szlochały po fatalnych randkach, to śmiałam się z nich, że po co szukać na siłę, że umawiają się z facetami, którzy już na starcie swoim zachowaniem źle rokują, że umawiają się na siłę z cwaniaczkami, którym "źle z oczu patrzy". Dziś to pewnie one śmieją się ze mnie, bo już dawno mają poukładane życie, a ja błądzę jak dziecko we mgle. A wydawało mi się, że robię słusznie, że powoli samo przyjdzie w swoim czasie i ułoży się. Sądziłam, że szukaniem na siłę łatwo władować się w coś toksycznego. Poza tym zwyczajnie nie miałam wtedy potrzeby bycia w związku, a teraz niestety mam coraz większą. Wydaje mi się, że to raczej normalne, że człowiek w końcu chciałby się zakochać z wzajemnością, coś przeżyć w końcu.

Nigdy nie rozumiałam lamentu kobiet, które są same pół roku-rok i już świrują z tego powodu. Według mnie to nic nadzwyczajnego, to wręcz fajna przerwa po związku na przetrawienie go, na spędzenie czasu z samą sobą. No ale jednak mój przypadek wygląda inaczej, bo jestem sama już 12 lat i nic nie wskazuje na to, by było jakiekolwiek światełko w tunelu dla mnie. I to jest najgorsze. Ten brak światełka, jakbym już przespała najlepszy czas, gdzie inne kobiety zaklepały sobie już fajnych facetów.


Rozumiem, że możesz mieć poczucie zmarnowanego czasu, ale to od Ciebie zależy co dalej zrobisz ze swoim życiem. Przeszłości już nie zmienisz i tak, nie wrócisz do tego, więc szkoda czasu na roztrząsanie tego, co mogłaś zrobić, a nie zrobiłaś itp. Owszem, będąc w różnych związkach człowiek się uczy, ale tak naprawdę z każdą osobą i tak jest inaczej, z każdą musisz uczyć się "od nowa". Znam wiele osób, które weszły w relację późno i są szczęśliwe i sobie radzą ;) Lepsze to niż błądzenie po omacku i umawianie się z kimkolwiek albo wchodzenie w związek na siłę. Sama piszesz, że nie czułaś wówczas takiej potrzeby, więc miałaś podejmować działania na siłę? To by nie doprowadziło do niczego dobrego. Co do poukładanego życia koleżanek to powiem Ci tak - wiele oddałabym by być na Twoim miejscu i mieć "czystą" sytuację. Nie wiesz jak jest w nich związkach, nie wiesz czy są szczęśliwe, nawet jeżeli tak Ci się wydaje. Z zewnątrz wszystko wygląda idealnie... Powiem Ci na moim przykładzie, osoby, która weszła w "poważny" związek bardzo wcześnie, w momencie kiedy tak naprawdę wcale nie znałam siebie a co dopiero mówić o jakiejś miłości do siebie. Myślałam podobnie jak Ty teraz tzn, że przecież trzeba szybko kogoś "zaklepać", że przecież to fajny facet i kocham, a że w domu rodzinnym miałam fatalną sytuację to tym bardziej szukałam ucieczki. Kompletny brak miłości do siebie doprowadził mnie do tego, że jestem niewiele młodsza od Ciebie,a już w trakcie rozwodu... Także doceń to co masz, doceń sytuację, w której jesteś i zaakceptuj to :kwiatek Co z tego, że masz 28 lat? Musisz przestać się traktować jak kogoś, kogo już w życiu nic nie spotka. Weź sobie do serca to co piszą na forum, bo tak naprawdę jest, że bez skupienia się na sobie, pokochania siebie i własnego życia nie wejdziesz w żadną szczęśliwą relację. Co do znaków to chyba wszystko już zostało napisane. Jeśli czujesz, że chcesz jakoś zadziałać, czujesz jakąś inspirację to zrób tak, ale nie oczekuj niczego i nie nakręcaj się tak :sun

Za ten post autor violet_vill otrzymał podziękowania - 2
avada6kedavra, Nathalie
Avatar użytkownika
violet_vill
 
Posty: 147
Dołączył(a): 13 cze 2017, o 17:20
Podziękował : 16 razy
Otrzymał podziękowań: 17 razy

Re: ZNAKI I ZWIASTUNY (mit obalony)

Postprzez Scarlett » 1 kwi 2020, o 16:59

Bardzo się cieszę, że Born zamknął tę zbędną już dyskusję skoro wszystko zostało napisane, ale kiedy zobaczyłam odpowiedź na mój post to nie mogę się już powstrzymać i wyleję z siebie wszystko co naprawdę myślę o sprawach sercowych poruszanych na forum. Raz a porządnie, raz na zawsze.

Od zawsze byłam przeciwna umniejszaniu komuś w jakimkolwiek problemie. Każdy człowiek ma uczucia i cierpi na swój sposób. Nawet jeśli pięciolatek płacze bo stukł mu się ulubiony kubeczek albo zostawił pluszowego króliczka na przystanku. To jego problem i jego cierpienie, choć dla nas jest śmieszne, bo "to tylko kubek", "to tylko maskotka". Dla niego nie i ten jego ból trzeba uszanować.
Widzisz, Tobie świat się rozpada bo nigdy nie byłaś w związku choć masz 28 lat (o wieku napiszę niżej). Żadne z nas tego nie wyśmiało ani nie zbagatelizowało, wyjaśniliśmy Ci odpowiedzi na Twoje pytania. Dla Ciebie to jest problem, choć próbowaliśmy Ci go wyjaśnić. Powiedziałaś, że ja Cię nie jestem w stanie zrozumieć, bo ja, choć byłam olewana, ignorowana i wykorzystywana przez facetów, jednak ich miałam. To o co mi chodzi? Przecież miałam doświadczenie! Nie ważne jest to, że cierpiałam bo oni mnie nie chcieli albo okazywało się po czasie, że wykorzystywali lub zdradzali?
Na końcu napisałaś, że nie rozumiesz lamentu kobiet, które cierpią rok po rozstaniu. Nie rozumiesz, bo "przecież one kogoś miały więc o co im chodzi"? Nie ma ŻADNEJ różnicy między nami. Między problemem moim, Twoim czy kobiet „lamentujących” rok po rozstaniu. Wszystkie cierpiałyśmy z powodów sercowych. Z samotności, chęci bycia związku, potrzeby dzielenia się swoją miłością. To jest ten sam problem. Nie ma znaczenia czy ktoś miał doświadczenie czy go nie miał. To cierpienie było. A twierdząc inaczej bagatelizujesz ich problemy. Wierz mi, niejedna z tych kobiet wolałaby nigdy nie zaznać miłości i cierpieć z tego powodu niż z powodu zdrady, oszustwa, porzucenia, wykorzystania. Wolałaby marzyć o związku niż zbierać plony w postaci okropnych przekonań o samych sobie, związkach, mężczyznach. Takie relacje fatalnie odbijają się na podświadomości. Dlatego kobiety "lamentują" rok, dwa, trzy. A czasem wybierają samotność zamiast związku. Dlatego przyciąganie miłości jest w wątku zbiorczym. Bo choć historie są różne, punkt zaczepienia zawsze jest jeden. Miłość. Partner/ka. Związek. Żal. Potrzeba miłości. Złość.

Poza tym kompletnie nie rozumiem o co chodzi z tym wiekiem. Kilka dni temu rzuciło mi się w oczy, że w innym wątku ktoś wspominał o zbliżaniu się do 30-tki, a tutaj mamy 28 lat. O co chodzi z tą 30-tką? Dlaczego jest tak demonicznie postrzegana? Czy jeśli ktoś przekroczy ten straszny wiek to ma sobie wykopać grób i się w nim położyć? Po 30-tce nie można wyjść za mąż? Poznać kogoś? Nawet menopauza występuję znacznie później. Naprawdę nie mam pojęcia o co chodzi, mimo że wielokrotnie pisałam przykład mojej znajomej, która po 40-tce poznała swojego męża a w wieku 42 lat została mamą zdrowego dziecka. A nawet jeśli nie byłoby zdrowe to przecież dziecko, człowiek, tak samo jest szczęściem i tak samo zasługuje na miłość. Poza tym jak mają się czuć osoby z forum, które są przed 40-tką, po 40-tce albo nawet po 50-tce (mamy takich). Życie się im kończy? Ja słyszałam, że dopiero się zaczyna. Jedna z użytkowniczek, którą nazwałabym nawet „idolką wątku zbiorczego” (nie złośliwie), ma historię o tym, że poznała męża i szybko zaszła w ciążę bodajże w wieku 33 albo 34 lat. Nie wiem dokładnie, dlatego nie przytaczam nicku. Ten lęki przedtrzydziestkowy to nic innego jak złe przekonania. Wszystko sprowadza się tu do przekonań. Bojąc się trzydziestki sama staczasz walkę z czasem. Chcesz jeszcze bardziej bo „jesteś już stara”. Pojawia się jeszcze większe parcie i frustracja. Kobiety mają zaraz wizję dziecka z zespołem Downa i przekwitanie. Spokojnie! Można mieć nawet 16 lat i stracić jajniki albo macicę. Nie znacie dnia ani godziny. Więc wyluzujcie i przestańcie myśleć o wieku. Czy to naprawdę ciężko zrozumieć, że to nic innego jak bieganie w kółko jak chomik w kołowrotku. Gonicie coś, co same zabijacie, a potem dziwicie się, że tego nie ma więc pewnie PP nie jest spójne. No właśnie PP jest spójne jak cholera. Nie trzeba być ekspertem by to zobaczyć.

Tak jak wspomniałam, jestem przeciwna umniejszaniu czyichś problemów. Ale są takie życiowe sytuacje, które weryfikują poziom cierpienia i uczą nas czasem odporności na jeszcze większy ból, niż ten, który do tej pory uważaliśmy za największy (lub chociażby duży).
Nie udzielałam się na forum od listopada, starałam się odciąć od cudzych emocji. Część osób pisała do mnie o różne porady prywatnie, prośby itp. Ja nie odpisywałam. Bo cierpiałam. Wszystkie problemy typu praca, miłość, rzucenie przez faceta były mi dalekie i malutkie w stosunku do tego co ja czułam.
Straciłam ciążę. Upragnioną, wymarzoną, planowaną, udaną już w pierwszym cyklu starań. Straciłam dziecko. Małe serduszko postanowiło przestać bić. Kiedy dowiedziałam się, że nie żyje, jeszcze dwa tygodnie chodziłam z nim w brzuchu, bo lekarze najpierw chcieli spróbować wywołać poronienie tabletkami. Byłam osłabiona, krwawiłam, ale nie poroniłam. Moje dziecko, mój malutki Aniołek, choć nie żyło, trzymało się mnie cały czas. Aż w końcu, w marcu, wylądowałam na zabiegu. Mało kto potrafi wczuć się w to, co ja czułam kiedy w szpitalu proponowali mi opcje pochówku i pomoc psychologa. Na salę wjechałam w ciąży, uśpili mnie... Po 20 minutach wyjechałam bez dziecka. Już nie byłam w ciąży. Mimo tego, że słyszę wiele słów współczucia, NIKT nie zrozumie co czułam i co czuję, jeśli sam nie stracił dziecka lub nie jest matką. NIKT. Wolałabym do końca życia być rzucaną przez faceta niż czuć to co czułam. Mam najwspanialszego mężczyznę na świecie. To on był przy mnie i trzymał mnie kiedy dosłownie wyłam z bólu duszy. To nawet nie był płacz.
A wiecie co jest najciekawsze? NIGDY nie zwątpiłam w PP. Nie zaczęłam jak narkomanka przeszukiwać forum i wracać do książek. Nie potrzebowałam tego, bo jestem świadoma i pewna PP. Nie jęczałam, że coś poszło nie tak, że ja w czymś zawaliłam, że PP nie ma albo „Wszechświat mi zrobił na złość” (a tfu!). Nie było mi łatwo się z tym pogodzić, ale rozumiałam to. W życiu są dobre i złe chwile. Jest nowe życie i jest też śmierć. Zawsze tak było i będzie, nawet jeśli poznasz PP na 100%. I o tym też pisałam nie raz - jeśli zna się PP, też będą spotykały Cię przykre wydarzenia. Bo takie jest życie. Musisz je poznać, by bardziej doceniać te dobre kiedy będą. Umarło nienarodzone dziecko. Dlaczego spotkało to Scarlett, która niby jest taka dobra w PP? Bo dziecko od poczęcia ma duszę. Mając duszę, ma wybór. Jasne, że zastanawiałam się dlaczego tak się stało. Ja byłam absolutnie zdrowa, miałam zdrowa dietę, rzuciłam kawę, miałam najlepszych lekarzy. Dopiero kilka dni temu pomyślałam, że moje dziecko dobrze wybrało. Szerzy się epidemia, wiele kobiet ma utrudniony dostęp do lekarzy, znajomej mojej mamy odmówili KTG, samotne porody, zamykane szpitale, pozamykane sklepy.
Tak wybrało. Ale jeszcze się z nim spotkam. Mówi się, że "Nienarodzone dzieci nie odchodzą... one tylko zmieniają datę swojego przyjścia na świat". Wiem więc, że przyjdzie w odpowiednim momencie. To zaleta duszy - ona nigdy nie umiera. I zawsze ma wybór. Choć u dzieci niemal wszystko zależne jest od rodzica, ono jest wolne, ma wolną wolę i może wybierać. Jak każdy człowiek. Jak nasze mamy, ojcowie, babcie, dziadkowie, rodzeństwo, przyjaciele.
A ja? Poczekam. Bo już je kocham. A w PP jestem zajebista :) Bo je rozumiem, bo potrafię je stosować, bo mam faceta którego sobie od podstaw wymyśliłam, mieszkam w mieście w którym chciałam, mam mieszkanie jakie chciałam, samochód w prezencie, jestem zdrowa, kasy mam tyle że nie mamy na co już jej wydawać. Moje dziecko będzie się miało równie dobrze, bo tak mu przygotuję podstawy do życia. Ale co najważniejsze, wiem, że mając duszę i serce, samo decyduje czy chce żyć w świecie w jakim ma się narodzić. Może być dobrze, a za chwilę jest źle i rezygnuje. I będzie odrębnym człowiekiem od poczęcia do śmierci. Jak każdy z nas.

Widać u Ciebie klasyczne opory, które każdy PP-owiec wskaże jako przyczyny sytuacji w której się znajdujesz i co czujesz. Potrzeba. Parcie. Szukanie winy w czymś innym poza sobą (Wszechświat). Zrzucenie odpowiedzialności. Brak „miłości do samej siebie”. Fatalne przekonania (często ukryte).
To jest forum o prawie przyciągania i w każdym aspekcie prawa przyciągania można tutaj pisać, także o przyciąganiu związku itp. Ale jeśli wytłumaczymy jak to działa, a dalej walczymy z wiatrakami i czytamy non stop o jakże życiowej tragedii życia bez partnera, to w tej sytuacji polecam założenia konta na wizaz.pl, bo to jest miejsce na tego typu sercowe rozterki. Tutaj zajmujemy się wyłącznie aspektem prawoprzyciąganiowym i jeśli wyczerpiemy limit odpowiedzi, a one nie satysfakcjonują autora pytania, to proszę zrezygnować z tego co mu nie służy, złapać oddech i przede wszystkim nie obniżać wibracji innym na forum. A wiem, że lwia część użytkowników nawet nie wchodzi w wątek zbiorczy o związkach bo nie może już tego czytać. Jeśli przestaniesz wierzyć w PP z powodu kryzysu jaki przechodzisz, nikt nie będzie się z Tobą kłócił i walczył. Każdy wierzy w co chce i ma do tego prawo. Bo tu nie chodzi o przekonywanie Cię do naszych wierzeń, a o Twój spokój.
A na umniejszanie innym problemów się nie zgadzam i basta!

Życzę wszystkim miłości i zdrowia! :kwiatek
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung

Za ten post autor Scarlett otrzymał podziękowania - 11
Born1975, domi, Dream Walker, Grace, IvredeV, Kim111, Lilly079, mrO, Nathalie, Renata, Slonce
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 3391
Dołączył(a): 11 gru 2015, o 00:11
Podziękował : 521 razy
Otrzymał podziękowań: 2201 razy

Poprzednia strona

Powrót do Prawo przyciągania na co dzień

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 29 gości